2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
To na pewno jedna z najbardziej przestrzennych i przewiewnych płyt ostatnich czasów. Andreas Akwara proponuje własną, bardzo ciekawą koncepcję muzyki elektronicznej, zestawiając sekwencje nie będące właściwie akompaniamentem z pierwszoplanowymi wyładowaniami syntezatorowymi nie będącymi właściwie tradycyjnymi solówkami, generując ezoteryczne barwy nieocierające się o banalne gamy kolorystyczne, proponując przejrzyste harmonie które otwierają przed odbiorcą jednak nowe melodyczne horyzonty, wreszcie zaś rozsypując tu i ówdzie niezwykłe dźwięki, które dotąd można było zbierać tylko na otwartych przestrzeniach krajobrazów islandzkich.
Muzyka wypełniająca tę płytę przyzywa słuchacza z leśnej gęstwiny, podobnie jak Annazaal TapesBroekhuisa, Kellera i Schonwaldera - pierwsze akordy zaczynają się ścielić na tle głębokich, pachnących żywicą głosów natury. Akwara nie pójdzie jednak drogą, którą wybrało przypomniane przed chwilą trio. Przez cały czas wydaje się, że rozkwitające pod wiosenno-odrealnioną mgiełką akordowe pasaże i rozległe równiny kojących dźwięków doprowadzą do sekwencerowej eksplozji, ale nic takiego się nie dzieje. W drugim utworze plamy akordów nawarstwiają się śmielej aniżeli w introdukcji, ale Akwara wciąż pozostawia mnóstwo prześwietlonej tajemniczo zielonkawymi promieniami przestrzeni między dźwiękowymi strukturami. Pierścienie syntezatorowe nie składają się w zamknięte pętle, tylko pokrywają się okazjonalnie końcami, po czym rozstają się w zamyśleniu, przygotowując teren kolejnym pokrytym rosą harmoniom. Trzeci utwór wydaje się przynieść nawiązujące do tradycyjnej el-muzyki ostinato, ale znów jest to złudzenie: lekko kipiący między wonnymi trawami motyw nigdy nie będzie stanowił pulsującego akompaniamentu dla improwizowanej partii solowej, tylko zacznie żyć własnym życiem, wijąc się meandrami zarówno czytelnymi melodycznie, jak i w największym stopniu intrygującymi. Na wysokości tej właśnie impresji staje się jasne, że najbliższą krewną płyty Synthetic Horizon jest chyba instrumentalna produkcja arcyciekawego islandzkiego zespołu GusGus, GusGus vs. T-World. Do tego można jeszcze dorzucić surowego, niedojrzałego, cierpko-zielonego ducha płyty VangelisaSoil Festivities - chociaż żadne porównanie nie będzie oczywiście tak wiele mówiące i tak frapujące, jak wynik osobistego przesłuchania tego niezwykłego zestawu nagrań. Jest w tej muzyce zupełnie inna wrażliwość, melancholijność i nastrojowość, niż słuchacz mógłby się spodziewać: nuty pozostają nutami, a jednak w jakiś niewytłumaczony sposób składają się tutaj w niezwykle orzeźwiające i fascynujące konstelacje. Kompozycje Akwary tchną niebywałym spokojem, a jednocześnie przynoszą całą gamę emocji, których lepiej nie dałoby się wyrazić przy zwiększonej dynamice i podwojonej baterii instrumentów. W szóstej impresji znienacka wystrzelą w górę pędy quasi-organowej, akordowej melodii, kojarzącej się z kompozycjami takich autorów jak Dupré albo Duruflé; w impresji czwartej słuchacz ze zdumieniem znajdzie na syntezatorowej łące porozrzucane fosforyzujące skorupki grzechotliwych, podobnie jak u Bjork introwertycznych i niepowtarzalnych brzmień; siódmy utwór przyniesie powiew niemal tranceowego rytmu, który jednak wcale nie zburzy wszechogarniającego spokoju całego albumu... Synthetic Horizon jest propozycją w najwyższym stopniu wartą polecenia i bardzo uważnego wysłuchania, niemalże z uchem przy ciepłej, mieniącej się wyimaginowanymi barwami elektronicznej murawie, wysączającej się hipnotycznie z głośników...