2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Nie ma chyba miłośnika ambientu, który nie znałby Music for the Airports czy Thursday Afternoon. Muszę przyznać, że zawsze znajdowałem w tych utworach zaprzeczenie tezy, jakoby ambient był muzyką, w której nic albo prawie nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie: wciągają one w sposób, który bardzo trudno opisać - więc może lepiej nie opisywać go wcale i po prostu dać się ponieść?
Brian Eno to jeden z twórców ambientu: jego eksperymenty w zakresie tego gatunku trwają już ponad dwadzieścia lat. Nie ma chyba miłośnika ambientu, który nie znałby Music for the Airports czy Thursday Afternoon. Muszę przyznać, że zawsze znajdowałem w tych utworach zaprzeczenie tezy, jakoby ambient był muzyką, w której nic albo prawie nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie: wciągają one w sposób, który bardzo trudno opisać - więc może lepiej nie opisywać go wcale i po prostu dać się ponieść?
Neroli (cały krążek wypełnia jeden, prawie godzinny utwór) opiera się na tej samej koncepcji (Brian Eno określił ją kiedyś mianem 'muzyki funkcjonalnej'), nie będąc jednak prostą pochodną. W porównaniu z, powiedzmy, Thursday Afternoon jest to muzyka jeszcze bardziej minimalistyczna, choć może nie chce się uwierzyć, że coś takiego w ogóle jest możliwe. Poszczególne dźwięki - trudno nawet powiedzieć, z jakiego źródła pochodzą - tkwią tu w mrocznej przestrzeni, której obecność odczuwa się niemal fizycznie, chociaż przecież jej nie słychać. Trzeba przyznać, że niesamowicie działa to na wyobraźnię, jeśli tylko można sobie pozwolić na luksus oderwania się od rzeczywistości. W porównaniu z dziełami innych twórców spod znaku ambientu - choćby Roberta Richa, którego zresztą bardzo lubię - jest to muzyka bardziej 'trójwymiarowa'. Mnie osobiście kojarzy się z powolnym ruchem wielkich obiektów w przestrzeni - może w kosmosie? - ale chyba każdy odczuje to inaczej.
Niewątpliwie Neroli to jeden z tych utworów, które nasuwają nieodparte pytania o granice muzyki w ogóle. Przyznam, że podobne odczucia miałem po wysłuchaniu poprzednich ambientowych kompozycji Briana Eno: dalej już się nie da, chyba że się umówimy, że 'to' już nie jest muzyką. A jednak się da. W oczekiwaniu na ciąg dalszy polecam Neroli wszystkim miłośnikom spokojnej, harmonijnej medytacji.
Tomasz Gałka
To nie jest muzyka, to są dźwięki jakie wydaje nasza percepcja otaczającej rzeczywistości - tej niepojętej.
Rafał Haczek
...muzyka na granicy ciszy...
Brian Eno to jak wszystkim wiadomo oficjalny prekursor "ambient". Prawda jest oczywiście taka, że muzyka pasująca do tego postulatu, jaki wysunął w pewnym momencie Eno, powstawała wiele, wiele lat wcześniej, już na początku wieku. ale pierwszy raz ktoś nazwał pewne zjawisko, określił ramy "nowego" gatunku, napisał definicję, więc okrzyknięto Eno ojcem, (a może już teraz dziadkiem?) ambientu. Jak sama nazwa wskazuje, muzyka ta ma być otoczeniem - tłem do różnych czynności jak i miejsc, zdarzeń...stąd wiele nazw utworów Briana Eno czy płyt, na przykład osławiona Music for Airports, konkretne dedykacje, czy wskazania. niektóre płyty Eno można słuchać z zaangażowaniem, można traktować jak równoprawną kompozycję. Jednak są też takie, które mogą służyć tylko do tła. Taka właśnie jest Neroli. Muzyka oparta na jednym motywie powielanym do granic cierpliwości słuchacza, ciągnącym się w nieskończoność, leniwie, bez końca... przez cały utwór - bo Neroli to jeden 58 minutowy utwór nic się nie zmienia, nie ma żadnych nowych elementów, żadnych zwrotów, utwór jest w kółko powtarzającą się, niezmieniającą się serią, składającą się z paru taktów wydłużonych "klawiszowych" plam dźwiękowych... muzyka ta może stanowić doskonałe tło do rozmów, wypełniać dyskretnie jakieś wnętrze, dodawać ciepła przy kominku, te pastelowe dźwięki mogą być miłym tłem dla wielu miejsc i czynności... to jednak wszystko, muzyka ta spełnia tylko jeden postulat z definicji samego Briana Eno - może być łatwo ignorowana, ale równie łatwo niestety nie można się na niej skupić. Człowiek który oczekuje w tej muzyce na jakieś wrażenia, emocje, czy choćby efekty, nigdy się ich nie doczeka. Thinking Music Part IV - bo taki jest podtytuł tej płyty to absolutny minimal. Może być potraktowany jak najlepsza definicja gatunku. Minimal doprowadzony do prawie granic technicznych możliwości. Jeszcze można by nagrać płytę z mniejszą ilością dźwięków, jeszcze mniej modulowanych, czy wogóle niezmienianych, oprzeć utwór na nie paru, ale dwóch, czy trzech dźwiękach... ale czy to będzie jeszcze wogóle muzyka?... czy o to chodzi?...
Album's tags:Eno Brian | Neroli,
All Saints Records,
Brian Eno,
muzyka elektroniczna, ambient,
Tangerine Dream, Klaus Schulze,
Vangelis, Jarre,
electronic music, Kraftwerk