2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Perliste arpeggia, ciekawie namalowane konstelacje akordowe i balansujące na granicy między otwartymi improwizacjami a zamkniętymi systemami melodycznymi partie pierwszoplanowe splatają się w ramach tej płyty w niewymuszony i wyjątkowo interesujący sposób. Uwagę zwraca pełne brzmienie krążka, podobnie jak udane, przemyślane aranżacje - bardzo dużo tu przestrzeni, przy jednoczesnym pieczołowitym zagospodarowaniu wszystkich dostępnych planów dźwiękowych. Miłośnicy nowszej, acz zakorzenionej mocno w berlińskiej tradycji elektroniki sekwencyjnej spod znaku Kubusschnitt, BIOnighT lub Under the Dome będą na pewno zadowoleni.
Płytę tą Duńczyk Bjorn Jeppesen tworzył przez cały rok 2005. A efekt tak
wydłużonej sesji z Nattefrost Studio? To drugi a pierwszy dostępny na
szerokim rynku album tego wykonawcy którego debiutanckie nagrania wydane
tylko w Danii zwróciły uwagę Groove Unlimited. The Battle that lasted
Eternally już tłumaczy dlaczego zaczęto mówić o Nattefrost jako twórcy
szkoły Skandynawskiej. Szczęk bitewny broni żywcem wzięty z wikingowskich
epopei przechodzi w znakomitą sekwencję. Bardzo ciekawie brzmi też
dwustopniowa ballada Valhal czyli kolejne sięgnięcie do mitologii czcicieli
Odyna. Ciekawie zaaranżowane i zinstrumentalizowane są wszystkie utwory.
Bardzo dojrzała pozycja utwierdzająca mnie w przekonaniu o dużym talencie
Jeppesena. Koniecznie.
Dariusz Długołęcki
Płytę rozpoczyna wrzawa bitewna - wkrótce z głośników sączy się jednak nie muzyka dająca się sklasyfikować jako Tolkien-metal, lecz płynna, ruchliwa, osadzona w półtonowych rejonach elektronika sekwencyjna. Utwór nieco nabiera na łagodności, kiedy złowrogi półton zostaje z sekwencji wyrugowany, a na pierwszym planie zjawiają się interesujące plamy akordów kojarzące się z muzyką filmową Tangerine Dream z początku lat osiemdziesiątych. Druga na krążku impresja brzmi już w ogóle niczym hommage a ExitTangerine Dream z roku 1981. W trzecim utworze, trwającym ponad 11 minut, znalazło się miejsce dla wyjątkowo frapującej, ośnieżonej sekwencji przeplatanej najróżniejszymi świergotami i poszumami; niezwykle atrakcyjnie brzmi tutaj rozmazane akordowe tło, wywołując skojarzenia z muzyką Jean-Michela Jarre'a, BIOnighT, Remote Spaces, ale też i Klausa Schulze z okresu Audentity. Szczególnie warto zwrócić uwagę na nawiedzone, natchnione przeskoki między oddalonymi od siebie o nietypową odległość na klawiaturze mollowymi tonacjami. Perliste arpeggia, ciekawie namalowane konstelacje akordowe i balansujące na granicy między otwartymi improwizacjami a zamkniętymi systemami melodycznymi partie pierwszoplanowe splatają się już do końca tej płyty w niewymuszony i wyjątkowo interesujący sposób. Uwagę zwraca pełne brzmienie krążka, podobnie jak udane, przemyślane aranżacje - bardzo dużo tu przestrzeni, przy jednoczesnym pieczołowitym zagospodarowaniu wszystkich dostępnych planów dźwiękowych. Miłośnicy nowszej, acz zakorzenionej mocno w berlińskiej tradycji elektroniki sekwencyjnej spod znaku Kubusschnitt, BIOnighT lub Under the Dome będą na pewno zadowoleni, podobnie jak wielu fanów Tangerine Dream, którym podczas przesłuchiwania Absorbed... przyjdzie stwierdzić, iż jest to pozycja bardziej emocjonująca i wizualizacyjnie dojrzalsza aniżeli niektóre spośród młodszych propozycji w dyskografii Mandarynkowego Snu...