2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Brendan Pollard tworzy wyśmienitą, wielkoformatową muzykę elektroniczną w prostej linii inspirowaną dokonaniami Szkoły Berlińskiej, ale wplata również w swe impresje elementy nieobce Jean-Michelowi Jarre'owi (szczególnie pod koniec lat siedemdziesiątych) oraz szczyptę ilustracyjnego ambientu. Flux Echoes to potwierdzenie klasy artysty: jedna ambientalna miniatura (finał płyty) oraz trzy trwające od 20 do 30 minut wybitne sekwencyjne poematy. Powiedzmy to wprost: Flux Echoes trzeba po prostu posłuchać, ta płyta nie rozczaruje żadnego prawdziwego, wybrednego fana tradycyjnej elektroniki w berlińskim stylu.
Brendan Pollard tworzy wyśmienitą, wielkoformatową muzykę elektroniczną w prostej linii inspirowaną dokonaniami Szkoły Berlińskiej, ale wplata również w swe impresje elementy nieobce Jean-Michelowi Jarre'owi (szczególnie pod koniec lat siedemdziesiątych) oraz szczyptę ilustracyjnego ambientu. Flux Echoes to potwierdzenie klasy artysty: jedna ambientalna miniatura (finał płyty) oraz trzy trwające od 20 do 30 minut wybitne sekwencyjne poematy. Wszystko jest tu zapięte na ostatni guzik, Słuchacz od razu wie, iż każdy ton siedzi na dokładnie przewidzianym dla siebie miejscu, iż nic nie dzieje się tutaj, by tylko jakoś wypełnić kolejne sekwencyjne minuty, iż ma do czynienia z perfekcyjnym miksem i wyśmienitą produkcją - a jednocześnie tak dużo przy tym wszystkim tutaj brawury i improwizacyjnego szaleństwa, iż można ulec wrażeniu teleportowania w sam środek fascynujących analogowych lat siedemdziesiątych. Doprawdy nie da się tutaj znaleźć słabego punktu, a rozpisywać się na temat poszczególnych impresji również nie ma co: Flux Echoes trzeba po prostu posłuchać, ta płyta nie rozczaruje żadnego prawdziwego, wybrednego fana tradycyjnej elektroniki w berlińskim stylu. Na zachętę nadmienię jednak, iż druga kompozycja mogłaby śmiało być wynikiem koncertowej improwizacji Tangerine Dream w okresie od Encore do Force Majeure, a utwór następny to prawdziwy sekwencyjny dynamit z mnóstwem nachmurzonych, chropawych półtonów oraz powracającą jak przez mgłę partią gitarową w stylu starego dobrego Manuela Gottschinga. Koniecznie.