2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Edgar Froese proponuje kolejną nową odsłonę dawniejszego dzieła: tym razem Tangerine Dream bierze na warsztat album Hyperborea oryginalnie wydany w 1983 r. Jak brzmi ta muzyka po 25 latach, pełna nakładek, dodatkowych ścieżek rytmicznych, przeobrażeń kolorystycznych? Na pewno na tyle interesująco, by potraktować ten album jako wprowadzenie młodego Słuchacza w tajniki Tangerine Dream, pozostaje jednak naturalnie pytanie, czy nie więcej sensu ma rzucenie się na głębsze sekwencyjne wody i wybranie oryginału... Dość miła niespodzianka czeka nas przede wszystkim na koniec: monumentalne Sphinx Lightning w nowej odsłonie prezentuje się dobrze, brzmienie nie straciło na wyrazistości i odpowiednim dramatyzmie, zyskało natomiast na specyficznej "porowatości" i głębi. Są tu momenty, które przypominają swą brawurą fragmenty Armageddon in the Rose Garden.
Edgar Froese proponuje kolejną nową odsłonę dawniejszego dzieła: tym razem Tangerine Dream bierze na warsztat album Hyperborea oryginalnie wydany w 1983 r. Jak brzmi ta muzyka po 25 latach, pełna nakładek, dodatkowych ścieżek rytmicznych, przeobrażeń kolorystycznych? Na pewno na tyle interesująco, by potraktować ten album jako wprowadzenie młodego Słuchacza w tajniki Tangerine Dream, pozostaje jednak naturalnie pytanie, czy nie więcej sensu ma rzucenie się na głębsze sekwencyjne wody i wybranie oryginału... Sprawa jest o tyle kontrowersyjna, że Hyperborea 2008 wydaje się momentami brzmieć "pełniej" od oryginału, więcej tutaj temp i nastrojów, z drugiej strony mam niestety wrażenie, iż to, co było w brzmieniu oryginalnego longplaya najbardziej urokliwe, tutaj zostało zdecydowanie przyćmione. O ile No Man's Land z nowymi pobocznymi smugami słonecznych dźwięków prezentuje się bardzo dobrze, o tyle naprawdę szkoda, że gdzieś zagubił się oniryczny, leniwy, tajemniczy klimat Hyperborea Pt. 1, potęgowany przede wszystkim przez "ciążąco" wolne tempo - tutaj nadmiar połyskliwych dodatków i nieco żywszych rytmicznych szelestów wydaje się odbierać znanej muzyce relatywnie sporo czaru. Druga część, także w oryginale żywsza i pogodniejsza, brzmi poprawnie. Najmniej na zmianach rytmiki i ze względu na dodatkowe dźwięki "ucierpiał" utwór Cinnamon Road, także w oryginale wyjątkowo zwarty, jednoznacznie melodyjny, prawdziwie "przebojowy" - w rezultacie otrzymaliśmy miłą próbkę elpopu/new age na miarę roku 2008. Faktem jest, że dość miła niespodzianka czeka nas na koniec: monumentalne Sphinx Lightning w nowej odsłonie prezentuje się dobrze, brzmienie nie straciło na wyrazistości i odpowiednim dramatyzmie (szczególnie pierwszy człon kompozycji), zyskało natomiast na specyficznej "porowatości" i głębi. Są tu momenty, które przypominają swą brawurą fragmenty Armageddon in the Rose Garden - i bardzo dobrze, jest to właśnie ta odmiana młodszego mandarynkowego brzmienia, która naprawdę może się podobać. Podejrzewam, że za sprawą naprawdę niemałej ilości nowych nakładek i innych niespodzianek - do tej płyty trzeba się jeszcze przyzwyczaić, przede wszystkim zaś nauczyć się jej słuchać "nieco obiektywniejszym uchem", nie porównując wiecznie każdego niuansu do jego odpowiednika na oryginalnym albumie. Tak czy inaczej niewątpliwie warto posłuchać, a kolejne powroty do tej płyty - lub ich brak - pozwolą podjąć ostateczny werdykt, na ile to rzeczywiście dobry album.