2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Niezwykłe nagrania Vangelisa dokonane wiosną i latem 1971 r. z pewnością zaskoczą tych miłośników muzyki elektronicznej, którzy poznali twórczość greckiego kompozytora i multiinstrumentalisty na wysokości płyt Spiral, Albedo 0.39 czy nawet Heaven And Hell. Prezentowana na dwóch zmieszczonych teraz na jednej CD - albumach muzyka jest specyficzną syntezą ekpresywnego rocka progresywnego, eterycznego (free-)jazzu i elementów, które od początku stanowiły o indywidualności stylistycznej Vangelisa.
Kompozycja tytułowa z albumu The Dragon właściwie w ogóle nie kojarzy się z tak samo zatytułowaną miniaturą umieszczoną przez Vangelisa na albumie China pod koniec lat siedemdziesiątych; to piętnastominutowa suita oparta na chrzęszczącym, ozdabianym rozmaitymi nieregularnościami rytmie, grzechocząca chwytliwym riffem gitarowo-skrzypcowym, podszyta gęstym akompaniamentem elektrycznych organów. Z muzyki co jakiś czas wyłania się zgrzytliwa, przekorna solówka gitarowa, prowadząca ku dalszym meandrom cielska muzycznego smoka. Ten utwór trudno porównać z innymi dziełami samego Vangelisa - za to aż prosi się o skojarzenie ze stylistyką takich grup jak Yes, Procol Harum czy Emerson, Lake & Palmer w chwilach najbardziej twórczych i zadziornych improwizacji. W tej muzyce w pomysłowy i niepowtarzalny sposób stapiają się elementy orientalne i art-rockowe, surrealne i awangardowo-jazzowe.
Pozostałe kompozycje z płyty The Dragon mają swój wspólny mianownik już w tytule: obie impresje poświęcone są faszerowanym warzywom. Na początek słuchamy znakomitej, eterycznej kompozycji Stuffed Aubergine, w której na tle szemrzących, kojących akordów gitarowych miękko osiadają wibrafonowe pyłki, snujące atrakcyjną, jazzującą pastelową melodię, raz po raz podkolorowywana intensywniejszymi barwami dysonansujących półtonów. Jest to moim zdaniem jedna z najciekawszych kompozycji Vangelisa w całej jego dyskografii; ciekawe, że są tu pasaże, które o lata świetlne wyprzedzają francuski projekt Air i jego oniryczne, elektroniczno-swingujące impresje, zapowiadając dokładnie jego styl! Stuffed Tomato rozpoczyna się motywem twardej gitary akustycznej, przechodzi przez bluesowo-jazzującą fazę i dochodzi do pasażu z udziałem sekcji rytmicznej, brzmiącego znów jak w najlepszych czasach rocka progresywnego spod znaku Yes.
Płyta Hypothesis jest dla miłośników muzyki Vangelisa kąskiem chyba jeszcze smakowitszym niż album The Dragon. Tu rzeczywiście bardzo niewiele już mamy motywów, które skojarzyć by się mogły z późniejszą twórczością greckiego artysty. Na dobrą sprawę jest to płyta z przegródki "jazz", a nie "elektronika", nie tylko za sprawą instrumentarium, ale przede wszystkim za sprawą budowania kompozycji, łączenia wątków i nadawania im nastroju. Niektóre organowo-wokalne unisona kojarzyć się mogą z nader odkrywczą płytą Roberta WyattaThe End of an Ear, wiele improwizacji skrzypcowych, gitarowych i klawiszowych mogłoby wywołać rumieńce u uznanych wykonawców jazzowych. Wątki, wydające się składać na zupełnie swobodnie płynącą surrealistyczną opowieść układają się w coraz bardziej harmonijną całość dopiero przy którymś przesłuchaniu z rzędu. W tych pokładach turbulencyjnych smug klawiszowego dymu, zardzewiałych śrubek, nakrętek i trybików perksusyjnych szelestów, płomieni gitar i pachnących świeżą ziemią znaków zapytania rozsiewanych przez splatające się w dialogach nietypowe instrumenty słuchacz może się przy pierwszym kontakcie z płytą pogubić - ale na pewno pogubi się z wypiekami zadowolenia na twarzy. Jest to jedna z tych płyt, na których z każdym przesłuchaniem odkryje się coś zupełnie nowego i niespodziewanego pozwala też puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie, jak mogłaby brzmieć grupa Yes, gdyby do jej składu został jednak - jak miało to zresztą przecież być - dokooptowany Vangelis