2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Kolejna w kolekcji Tangerine Dream - po wydawnictwach takich jak Dream Mixes, I-Box, Space Flight Orange i Phaedra 2005 kompilacja starszych nagrań w nowym wydaniu: niekiedy w zupełnie nowej odsłonie, najczęściej jednak zrekonstruowanych na bazie od razu rozpoznawalnych oryginalnych ścieżek. Ciekawy wybór utworów oraz wysoki poziom wykonawczy i aranżacyjny stanowią główne atuty niniejszego zestawu; jest to z pewnością jedna z ciekawszych propozycji w najświeższej dyskografii projektu Edgara Froese - mimo, iż pomysły na obchodzenie się z dawnym materiałem w ogóle nie są tutaj zaskakujące.
Płycie tej w zasadzie niczego nie brakuje: rozpoczyna się mocnym akcentem w postaci świetnie brzmiącego utworu Southpole Crossing; z pewnością podobać się może już sama lista wybranych do obróbki tytułów; album cechuje wysoki poziom wykonawczo-aranżacyjny oraz krystaliczna czystość dźwięku. Mogą jednak w trakcie słuchania tej płyty dość rychło przemknąć przez głowę słuchacza zasadnicze pytania. Po pierwsze: dlaczego projekt Edgara Froese potrafi nadal poruszyć odbiorcę, wykonując swe dawne tematy w nowych opracowaniach, a niemal zupełnie pozbawione niezwykłej atmosfery są krążki z premierowymi propozycjami? (Tutaj ważna uwaga w tle: nowe wersje nie różnią się pod względem formalnym od oryginalnych, zatem, skoro oryginały były udane, trudno, żeby nowe wersje kompletnie nie poruszały, przynosząc niezniekształcone znane melodie w podobnych aranżacjach...) Po drugie: dlaczego w ogóle tak często ukazują się sygnowane nazwą Tangerine Dream najróżniejsze kompilacje z tak czy inaczej przerobionym dawnym materiałem, skoro nowe przeróbki są właściwie tak zachowawcze i chodzi w nich głównie o dodanie kilku niebiańsko harmonicznych nowych ścieżek oraz uwypuklenie - przy pomocy nowego sprzętu i użyciu kilku sztuczek technicznych na miarę XXI wieku - walorów ścieżek oryginalnych (wyjątkiem jest, generalnie rzecz biorąc, seria Dream Mixes, ale poza czterema płytami w tym właśnie cyklu odbiorcy otrzymali już w międzyczasie pozycje Space Flight Orange, Phaedra 2005, a zwłaszcza I-Box)? Nie są to w końcu albumy koncertowe, zatem trudno by było mówić o naprawdę elektryzującej atmosferze będącej skutkiem zderzenia wykonywanych w całej niepowtarzalności danego "tu i teraz" ulubionych utworów z dawnych lat z żywiołowymi reakcjami publiczności (Valentine Wheels, zapis koncertu w Londynie w roku 1997, jest z kolei fenomenalnym zbiorem dawnych nagrań w nowych wersjach!). Mamy zatem do czynienia raczej wyłącznie z technicznym cyzelowaniem dawnych nagrań i polerowaniem ich do granic możliwości, aniżeli ze stuprocentowo kreatywnym, oryginalnym zmierzeniem się z istniejącą materią dźwiękową. Powody są zapewne, jakie są, i nic tego nie zmieni ale dość wybrzydzania, bowiem TD Plays TD brzmi tak czy inaczej dobrze. Wprawdzie dziwić może trochę, że utwory Beach Theme, Desert T. Dream (tak niesamowity na płycie Encore z 1977 r.) albo główna ścieżka melodyczna w Logos Blue brzmią nieco jak pliki MIDI, ale z drugiej strony Convention of the 24, rzeczywiście po nowatorsku potraktowana Phaedra, Ride on a Ray, Logos Velvet, Pergamon Sphere albo wspominane już Southpole Crossing brzmią naprawdę dobrze i słuchanie ich sprawia przyjemność. Pytanie, czy to wystarczy, jeśli zbiór nagrań sygnowany Tangerine Dream "tylko" brzmi dobrze i jeżeli słucha się go "jedynie" z przyjemnością. Nie spieszmy się z odpowiedzią; ostatecznie warto sięgnąć po tę płytę, nawet jeśli nie postawi się jej sobie na najwyższej półce w towarzystwie Ricochet i Poland. Z czystym sumieniem mogę przyznać TD Plays TD 6,5 punktu w skali do 10 (może ewentualnie nawet 7 punktów ze względu na sam wybór poddanych obróbce tytułów), ale zrezygnujmy z przyznawania punktów za oryginalność, tylko skupmy się na muzyce jako takiej i dla niej samej. Ostatecznie jednak, z drugiej strony, o "samą muzykę" przecież w tym wszystkim chodzi...