2 279 albums in the store 88% albums available in stock 27 377 samples of tracks 12 129 completed orders 2 808 satisfied customers from:
Australia, Belgium, Canada, Czech Republic, Denmark, Estonia, Finland, France, Germany, Great Britain, Spain, Greece, Holland, Hungary, Israel, Kazakhstan, Korea, Lithuania, Norway, Italy, USA, Switzerland, Slovakia, Portugal, Russia , Sweden ...
Jest to ścieżka dźwiękowa napisana do rosyjskiego filmu dokumentalnego pt. Transsiberia. Muzyka zainspirowana niezwykle ciekawą podróżą odbytą rosyjską koleją transsyberyjską. Przejażdżka taką koleją i to w okresie mroźnej zimy musi być niesłychanie interesująca. Najwidoczniej panowie z zespołu odbyli taką podróż, która natchnęła ich do nagrania muzyki będącej odzwierciedleniem przeżytych wrażeń.
W sklepie muzycznym miał miejsce straszliwy dylemat: leży sobie kilka nowych płyt Tangerine Dream, i którą z nich tu wybrać? Kolory okładek nie pomagają, młody sprzedawca wie o kompaktach "nic", więc trzeba prosić o przesłuchanie. Już kilkoma pierwszymi taktami wygrała wtedy "Transsiberia".
Sama muzyka jest zapisem ścieżki dźwiękowej do filmu dokumentalnego o Kolei Transsyberyjskiej. Lecz, uwaga, bliżej tej muzyce do "Canyon Dreams" niż pokracznych zbiorków kilkunastosekundowych brzdęknięć w rodzaju "Wavelength" czy "Three O'clock High". Utwory są rozbudowane, starannie zaaranżowane i wykonane.
Całością rządzą ścieżki perkusyjne, w końcu to płyta "kolejowa". Zawsze zachwycała mnie perkusja programowana przez TD; z jednej strony jest ona pokazowo sztuczna (bez cienia wątpliwości gra automat), z drugiej strony właśnie takie brzmienia nadają utworom niepowtarzalny klimat. Tutaj porównanie z "Trans Europe Express" Kraftwetku nasuwa się samo, lecz wydawać się może, iż Tangerine Dream pomimo postawienia na rytm stworzyli płytę o wiele naturalniejszą i pełnieszą smaczków, przez co mniej monotonną. Dla Kraftwerk pociąg to tylko hipnotyczny rytm, a Edgar i Jerome zdają się bardziej zainteresowani opisywaniem widoków zza okna podróżującego pociągu, niż samym środkiem lokomocji. Tak więc na kanwie automatycznej perkusji rozlewają się w "Transsiberii" powolne pady, gwiżdą flety, czy swinguje sobie fortepian.
Płyta posiada bardzo mocne wejście - właśnie ten dynamiczny i "stechnicyzowany" utwór "Yaroslaw Station", który powalił mnie w sklepie muzycznym. Parafrazując Szekspira - "strumień dźwięku chwyta oburącz za gardło i wciąga w siebie". Potem jest już delikatniej, ale niemniej sprawnie. W dziesięciu sekwencjach muzycy przetwarzają w różny sposób kolejowe motywy, trzymając się jednak dość ściśle pewnej stylistyki, co sprawia doskonałe wrażenie podróży jednym środkiem lokomocji przez wiele krain.
Fan Mandarynkowców z pewnością powiąże te kolejowe podróże z innymi "kolejowymi" wtrętami. To temat na pracę magisterską (a przynajmniej artykuł do GENERATORa), ale warto tu wspomnieć choćby o hipnotycznym "Mojave Plan" czy "Force Majeure" (dzielące się na przed i po "lokomotywie").
Podobnie jak "Mars Polaris", omawiany kompakt jest doskonałej jakości technicznej, choć jego brzmienie jest miękksze i bardziej zaśnieżone. Jest to świadoma decyzja muzyków, a nie wpadka przy realizacji! Wystarczy rzut oka na okładkę, by było wiadomo, o co chodzi. Sama w sobie okładka jest zresztą jedną z ładniejszych, jakie zaprezentowali nam Tangerine Dream.
Płyta nie jest może tak niesamowita i porażająca jak "Mars Polaris" (w końcu o rok starsza), lecz na pewno jest udanym krokiem w kierunku nowego. Wybrałem się już w podróż poprzez Syberię kilkanaście razy i z pewnością będę po tę płytę sięgał często! Na koniec pozwolę sobie na jedną uwagę dotyczącą sposobu odsłuchu: kupujemy płytę, ściskając ją mocno by nikt jej nam nie wydarł biegiem wracamy do domu, włączamy ukochany sprzęt, potencjometr wzmacniacza ustawiamy co najmniej na godzinę dwunastę (osoby obawiające się o integralność budynku mogą otworzyć okno), rozwalamy się w fotelu i delikatnie wciskamy na pilocie odtwarzacza przycisk PLAY... i rozkoszujemy się pomysłami z "Yaroslav Station". Sąsiadom później mówimy, że inaczej się nie dało...!
Romek Ociepa
Soundtrack Transsiberia to muzyczna podróż pociągiem. I to nie byle jakim, bo koleją transsyberyjską, w towarzystwie Edgara Froese i jego syna Jerome. Czy obaj muzycy naprawdę odbyli taką wędrówkę, czy też inspirowali się wyłącznie obrazem filmowym reżysera Jana Rishkowa, którego film ma stanowić pierwszą część cyklu dokumentalnego "Rosyjskie serce" ("Russian Heart") ? No cóż, we wkładce do płyty jest zdjęcie Edgara z synem przed rosyjską lokomotywą...
Podstawą początkowych utworów jest muzyczny motyw jadącego pociągu - czy to szybkiego jak w Yaroslav Station, Siberian Nights i Bajkal Sunrise, czy wolnego w Smoky Karlow. Te "kolejowe sekwencje" są dla Tangerine Dream końca lat 90-tych tym, czym były dla nich kosmiczne pulsacje z Phaedry i Rubyconu w latach 70-tych. Nowe sekwencje to przede wszystkim miarowe basowe i perkusyjne uderzenia, dające uczucie transu, wzbogacone syntezatorowymi smaczkami. Utworów trzeba posłuchać uważnie, parę razy, aby za rytmicznym stukotem i pogwizdywaniem cyfrowych lokomotyw odkryć bogactwo elektronicznych melodii i motywów (Smoky Karlow, Siberian Nights). Podobne zabiegi stosować należy słuchając Are You Sequenced? Klausa Schulze, choć jego płyta była bardziej monotonna, w warstwach rytmicznych i melodycznych.
Odetchnąć od jazdy można nad Jenisiejem, wpatrując się w jego fale (Jenissei River), aby znów w ruchu rzucić okiem na legendarny Bajkał i napić się herbaty w czasie jazdy (Samowar Juri).
Potem zapominamy o miarowym stukocie kół, urzeczeni wejściem we wschodnie krainy dawnych bezlitosnych wojowników (Ulan Ude). Muzyka brzmi jak wielki hymn dla dawno przebrzmiałej historii. Podobne rozważania snuć można obserwując szczyty Chinganu. Muzyka brzmi tu kosmicznie i nieskończenie przestrzennie, snując się leniwie, budując klimat rozmarzenia i skupienia jednocześnie. Czyżby ten powrót do dawnych brzmień spowodowany był przez legendarny dla Europejczyka Wschód? Nie mam tu na myśli Turcji, którą zachwycali się Francuzi epoki Dumasa - odaliski, haremy, fajki wodne i tym podobne bajery.
Edgar proponuje nam jeszcze jeden temat rozważań - rosyjska dusza (Russian Soul). Czy aby na pewno jest ona tylko tak spokojna i rozległa? A gdzie rosyjska fantazja, duma, siła i dzikość? To tak jakby powtarzać stare mity o prapolakach w białych giezłach, grających na gęślach (cokolwiek by to nie było)i chowających się po lasach, czemu przeczą archeologiczne wykopaliska i nowe tezy uczonych.
Z zamyślenia budzi nas ponowny stukot kół. To już powrót z muzycznej podróży z Edgarem i Jeromem, wzbogaconej własną fantazją, niekoniecznie zgodną z geografią czy inna nauką. Skądś znajome dźwięki Złotego Rogu żegnają nas cichnąc powoli. No cóż, zawsze można odbyć tę podróż jeszcze raz.
Płytę Transsiberia wydało TDI pod numerem CD012. Na uwagę zasługuje doskonała szata graficzna wkładek w pudełku na płytę i samego krążka. Brakuje może książeczki z większą ilością zdjęć i tekstem o filmie.
Lord Rayden
Album jest najnowszą pozycją formacji Tangerine Dream. Jest to kolejna ścieżka dźwiękowa napisana tym razem do rosyjskiego filmu dokumentalnego pt. Transsiberia. Muzyka zainspirowana została niezwykle ciekawą podróżą odbytą rosyjską koleją trans syberyjską. Przejażdżka taką koleją i to w okresie mroźnej zimy musi być niesłychanie interesująca. Najwidoczniej panowie z zespołu odbyli taką podróż, która natchnęła ich do nagrania muzyki będącej odzwierciedleniem przeżytych wrażeń. Płytka jest szczerze mówiąc całkiem niezła jednak zdecydowanie za dużo na niej komercyjnego stylu lat 90 tych zespołu. Na albumie znajdziemy zarówno utwory spokojne i bardzo melancholijne takie jak Jenissei River i Russian Soul oraz kawałki z bardziej żywszym rytmem. Muzycznie krążek obfituje w ciekawe brzmienia i profesjonalnie zaaranżowane utwory i z tego powodu należą się grupie gratulacje. Minusem jest wyraźne podkreślenie niezbyt lubianego stylu grupy, który psuje wiele ostatnich dokonań Tangerine Dream.